Wyróżnione

Ciąża – niespodzianka

Ciąża – niespodzianka

Kiedy nie spodziewasz się się dzidziusia, jest to zawsze ogromny przewrót. Trzeba uwierzyć, trzeba się oswoić lęk, przyjąć do wiadomości i się cieszyć. Podskórnie i tak chyba zawsze jest ta radość. Z resztą jest to sytuacja nieodwracalna i chyba to jest najlepsze, że nie musisz już decydować, będzie dzidziuś i czekamy.

Czytaj dalej „Ciąża – niespodzianka”

Przekonania

            1/5 Polaków nie wierzy w covida. Ciekawostka, mówimy „ wierzyć” bądź – nie, przeważnie w aspekcie wiary. Tutaj pojawia się nowy wymiar. Covid – czy w niego wierzymy? Brzmi jak poważna duchowa kwestia. Wydaje mi się, że to nie sprawa wiary, ale przekonań, czy też po prostu nonszalancji zwyczajnie. Czytaj dalej „Przekonania”

Babcia

     Jestem w pociągu, w drodze na ostatnie  pożegnanie z babcią. Rok 2019. Wszyscy przemijamy. Nadszedł czas by mogła odejść. Niektórym  śmierć „zbyt łatwo przychodzi”, zaś ludziom starym, schorowanym nierzadko trudno umrzeć.

     Wyobrażam sobie, że na to czekała. Pewnie już od momentu udaru. Ponad 3 lata. Niestety byłam u niej ledwie trzy razy. Odległość Zielona Góra – Warszawa, później ciąża i maleństwo… Jednego razu wsiadłam w pociąg w dniu  jej imienin – 4 grudnia, Barbary. Wróciłam jeszcze tego samego dnia. Nie lubię rozmawiać przez telefon, z resztą  o czym? O  co mogłabym zapytać? Na którym kanale jest mniej reklam? Jak się czuje przykuta do łóżka? Kolejny raz – były to Święta Bożego Narodzenia. Przyjechaliśmy cała naszą rodziną i przyszyliśmy odświętnie ubrani  do babci z Wigilią. Widząc nas zakręciła się jej łza, pewnie przez to, że ja nie potrafiłam pohamować emocji i miałam szklane oczy, widząc drobną osóbkę,  skurczoną jak orzeszek, w niczym nie przypominającą już siebie.

       Zanim zapadła na chorobę, też odwiedziłam ją spontanicznie, wpadłam sama. Próbowałam wypchnąć ją do dentysty. Wtedy jeszcze rodzina nie była skłócona. Wcześniej odwiedziliśmy babcię z chłopcami, byli jeszcze dość mali.  Rok 2015. Nie wspominam tego wyjazdu  jakoś bardzo miło, gdyż babcia bardzo krytykowała chłopców, że są płaczliwi i jęczą. Było w tym trochę prawdy, ale też takie są dzieci.

        Babcia była najczęściej niezadowolona, a może miała depresję ? Choć u ludzi starszej daty brzmi to  obco. Jeszcze kiedy mieszkałam u niej albo dojeżdżałam na zajęcia, czasami zastałam ją trochę inną, miała duże poczucie humoru, znała dużo frazeologizmów, rozwiązywała krzyżówki, była inteligentna.

        Pamiętam jej śmiech i kapcie. Pamiętam jej stopy z halukasami, nalane nogi, fioletowy płaszcz na co dzień i czerwony od święta. Ładny kolor jej naturalnych, siwych włosów. Kręciła je na wałki przed wyjściem. Malowała usta pomadką w jaskrawym czerwonym  kolorze, chyba koralowym, ale muszę to sprawdzić. Brwi czesała czarną szczoteczką. Miała niewielką  kosmetyczkę w biało- czarne cętki ze złotą obwódką na zamek. Były tam zawsze małe nożyczki i pinceta. Kiedy obierała ziemniaki jej łokcie opierały się o kolana , a wiadro stało między łydkami. Pamiętam też czasy, jak sobie „popalałyśmy”. Jak babcia  w lufciku, to ja na balkonie. Przez to, że jej tez nie wolno było palić, nic nie mówiła.

      Myślę, że swoje uczucia przekazywała nam w swojej kuchni. Lepiła doskonałe pierogi z mięsem. Kapusta z grzybami, żurek , boczek wędzony. To były smaki jej serca. Nie umiała okazywać czułości, mówić ciepłych słów, czy ściskać. Po prostu z miłością gotowała.

Miłość wszystko przetrzyma…?

       „Miłość nie dopuszcza się bezwstydu, współweseli się z prawdą…” Na ołtarzu przysięgamy sobie, na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Życie weryfikuje tę przysięgę coraz częściej.

           Okazuje się, że nie tylko wśród ludzi młodych, co oczywiście ich nie usprawiedliwia. Tyle tylko, że to już nikogo nie dziwi. Przyzwolenie społeczne jest na tyle duże, że każdy z nas może żyć z kim chce i jak chce, czyli bardzo często tak – by jego strefa komfortu nie została naruszona. Dlaczego statystyki rozwodów tak drastycznie wzrosły? Czy aby nie bierze się to z dobrobytu właśnie?

        To, co można by naprawić teraz się wyrzuca albo wyrzuca się, gdyż jest tak nietrwałe, źle zbudowane, że nie da się z tym nic zrobić. Może ta miłość, miała kolorowe opakowanie, błyszczała, nęciła, a nie miała dobrej, solidnej konstrukcji? Nie jest łatwo zbudować, coś co przetrwa dziesiątki lat, dlaczego? Odpowiedź jest prosta – wymaga bardzo dużo pracy i wysiłku, później jak stalowe mosty – konserwacji. Roślina bez nawozu i specjalnej pielęgnacji także obumiera, te delikatniejsze nawet bardzo szybko. Pośpiech, pieniądz – sami możemy zgotować sobie ten los.

          Kiedy już nieco więdniesz, a nie zbudowałeś w swoim życiu prawdziwych wartości, stajesz się pusty niczym „cymbał brzmiący”. Budujesz z kimś dom, ale wszystko zagarniasz dla siebie, pieniądze czas, zaś reszta jest na aby – aby albo byle jak – rodzina, wnuki, święta. I tak latami, bo to męczące. Lepiej się zabrać z tych świąt, z tego życia, uciec w pracę, tam przynajmniej efekty są mierzalne – kasa, w święta podwójna. Nie budujesz więzi.

          To nie może się dobrze skończyć… Teraz strona druga, zapychasz dziurę czym się da – po pierwsze pracą, po drugie zwierzętami, bo te przynajmniej nie mówią. Gdyż z ludźmi jest różnie, jeśli nie mogą już słuchać, jak jesteś wspaniały, cicho odchodzą, bo nie można wyprowadzać cię z błędu. A kiedy ta twoja druga połowa, która nigdy z błędu cię nie wyprowadzała, nie jest już tak przekonująca, bo cóż zachorowała, niedomaga – trzeba pozbyć się kłopotu, a będzie przecież jeszcze gorzej…W zdrowiu i w chorobie, na dobre i na złe….

      Jesteś wielkoduszny, kupujesz przecież mieszkanie i razem z nią wynosisz worki z waszego wspólnie budowanego domu. Teraz ktoś inny będzie w nim gotował makaron i piekł ciasto. „Miłość na zawsze, najdłuższa, co miała przetrwać lat tyle, śmierć burze, z fijołkiem w kubeczku, świnia, przyszła na chwilę”. Jan Twardowski, Na chwilę

Hardcorowa pielgrzymka do Częstochowy

IMG-20200802-WA0023

Z trzech dat doskonałego ciągu, wypełniła się także ostatnia, tuż po zdanym egzaminie, mianowicie wyjazd Głogowskiej Pielgrzymki Rowerowej do Częstochowy. Zawsze chodziła mi po głowie tatka wyprawa, choć dystans 350 km w 4 dni trochę stawiał pod znakiem zapytania moje możliwości.

Mamuśka na rowerze

I oto ja, mamuśka trojga dzieci, zapisałam się na wyścig do Częstochowy. Dystans znałam, ale o tempie nikt nie wspominał i górkach także. Że w ogóle, nie jedzie się terenem płaskim. Ścieżki rowerowe, którymi jeździłam były zwykle płaskie, więc niby dlaczego miałoby się coś zmienić. Jednak Ziemia okazała się okrągła…..

Pierwszy dzień zakładał trasę 96 km, licznik wybił 101. Przyznam, że dostałam w kość. Dystans był mniejszym złem, najgorsze było sportowe tempo. W mojej grupie wyczynowców, pod górkę licznik windował do 23 km, cóż dopiero na linii prostej, kiedy to grzechem byłoby nie pocisnąć, prawda? Wyglądałam jak pulpecik przy tych wszystkich wyjeżdżonych sylwetkach moich towarzyszy. Górki, spuszczały mnie na sam dół i zostawałam w tyle, by na prostej nadrobić zaległości. Nie będę ukrywać, że byłam tam drugim najsłabszym ogniwem. Jednak ambicja nie pozwalała mi zsiąść z roweru. I nie zsiadłam mimo trudności. Mogłam przecież przejechać część z transportem, żeby odzipnąć albo minąć teren górzysty. Sama się dziwię, że dałam radę. Nie podprowadziłam roweru nawet pod samą Jasną Górę, do figury na kołach.

Małymi etapami, można dokonać wszystkiego

To zdanie podtrzymywało mnie na duchu. Postoje były bardzo częste przeważnie 10 km, czasami 18 km i powyżej. Po pierwszym dniu rajdu, wahałam się czy dam radę i gdzie tu w ogóle miejsce na refleksję, gdzie zmagam się tylko z tym, żeby doganiać swoją grupę i nie zostawać w tyle. Postanowiłam zostać i przynajmniej spróbować jak pójdzie mi drugi dzień. Zawsze chciałam przekroczyć 100 km na liczniku. Przeniosłam się też na trochę do innych grup, gdzie tempo nie było już takie zabójcze. Poduczyłam się paru technicznych rzeczy i poszło. Koledzy dopompowali opony. Okazało się nawet, że mam potencjał w nogach. Drugi dzień 108 km, mimo odległości czułam się lepiej, niż poprzedniego dnia. Kolejne dni, to już drobiazgi ponad 80 km i ponad 50.

20200729_080936.jpg

Samopoczucie

Jeśli zapytacie o zakwasy, nie było ich. Natomiast zeszły ze mnie wszystkie ciężary. Wyrównałam tempo z innymi. Przełamałam swoją barierę, oczywiście mając 10 kg mniej byłoby łatwiej pedałować. Nadszedł zdaje się czas, by zrzucić obciążenie. Zwłaszcza, że chyba się wkręciłam w taką ostrą jazdę:)

Refleksja

Znalazł się czas na podsumowanie ostatniego czasu i refleksję na przyszłość. Wydawało mi się,że nie była to klimatyczna pielgrzymka, bardziej sport, ale kiedy rzuciliśmy rowery pod figurą by złożyć modlitwę, bardzo się wzruszyłam, przyznam. Była moc.

20200801_104414_Burst02

Znaczenie

 

To my przypisujemy znaczenie słowom, rzeczom i wydarzeniom. Dla mnie znaczące są teraz trzy następujące po sobie dni. Długo na nie czekałam. Wczoraj był dzień pierwszy.

Otóż wczoraj 27 lipca – ukończyłam 40 lat, nie musiałam się specjalnie starać, żeby to zrobić. Po prostu stało się. Rozpoczęła się dla mnie nowa dekada. Za to dziś jest trudniej – właśnie dziś 28 lipca o godz. 12.15 zdaję najważniejszy egzamin zawodowy. Natomiast jutro, 29 lipca wyruszam na swoją pierwszą wyprawę rowerową 320 km. Pytanie czy dam radę?

Jak się czuję dzisiaj? Nie skłamię jak powiem, że tak, jak przed porodem. Myśli skupiają się głównie na egzaminie. Chcę już go mieć za sobą. Okres stażu był dla mnie wyczerpujący, w okresie 2 lat i 9 miesięcy, też de facto przez 9 miesięcy byłam w ciąży, później urlop macierzyński i powrót- trudy pracy przy małym dziecku, następnie pandemia i praca zdalna przy trójce dzieci i pisanie dokumentacji. Oparciem była nasza niania, za co jestem jej bardzo wdzięczna. I teraz już tylko „poród”.

Szybkie strategie zwalczania stresu

Paznokcie pomalowane, chociaż wolałabym pójść obdziabać borówki, wyżyć się i skupić uwagę na czymś innym. Teraz skupiam uwagę na tym, że po egzaminie mam kupić dwie dętki. |Jest to tak zwane odwrócenie uwagi. Zostało mi trochę czasu i zamiast borówek, zrobię chyba porządek w skarpetkach męża. Człowiek sam siebie zaskakuje w takich momentach. Nie znoszę dziabać i składać skarpet, a tu proszę…

Skąd pomysł na 320 km? Zawsze chciałam wyruszyć na pielgrzymkę rowerową. Rower wyprawowy zakupiony, skutecznie wykorzystywany przez 2 miesiące. Nie jest to zaprawa długodystansowca, ale chyba dam radę przez 4 dni. Muszę pewnie silnie odreagować ostatni bardzo intensywny okres i pobyć sama ze sobą, w innym wymiarze.

Wszystko razem się wiąże i 40 lat i egzamin i stare, nieduże marzenia. Nadszedł moment, by je realizować. Cieszę się, że daty ułożyły się w doskonały ciąg, nie przeszkadzając sobie nawzajem.

Co dziś będzie zobaczymy? Helenka zadbała, bym nie była dziś dobrze wyspana. Może to i lepiej, moje nerwy nie są tak wyostrzone. Byle mowa nie zawiodła, gdyż zamiast prezentacji porwałam się na przemówienie i montaż filmowy. Zawsze wszystkiego za dużo, zawsze trochę inaczej, czy to wada czy zaleta dziś się okaże. Najważniejsze, żeby kupić dwie zapasowe dętki!

Miło się zatrzymać…

images[3]

Jak dobrze spędzić krótką chwilę w pięknym, wytwornym, ale i bardzo urokliwym miejscu. I właściwie tuż, tuż, zupełnie nieopodal.

Jakoś zawsze było nie po drodze. Tymczasem dziś zamiast domowego obiadu – sandacz z risotto i zielonymi szparagami oraz kaczka w towarzystwie pieczonych jabłek i młodych ziemniaczków, zaledwie kilka kilometrów dalej w „Winnym Dworku”nad rzeką Obrą.

Pnące róże na tle chatynki podbitej drewnem, murowanej w części kamieniami, białej oczywiście. Dalej powozownia i druga, tym razem cała drewniana chata z okiennicami, w oknach koniecznie wiszące czerwone pelargonie, cudowna rozłożysta lipa jak u Kochanowskiego, pod nią olbrzymi stół z fotelami kawowymi. W rożnych kącikach maleńkie stoliczki i skrzyneczki na przemian z wiklinowymi białymi koszami. Wzgórze z pokaźną uprawą winorośli i taras widokowy na piękną zieloną okolicę przeciętą wstęgą rzeki Obry, odnogi wielkiej Odry. Wszystko to jako subtelny dodatek do wytwornego dworku, utrzymanego w dworskim właśnie stylu.

Piękne wnętrza, dekoracje i przepych mogły nacieszyć oko i pozwolić oderwać się od codzienności. Doskonałe wino do obiadu w spokojnym brzmieniu Sade… czegoż chcieć więcej. Chwilo trwaj lub powtarzaj się częściej …