Za późno już …?

Za późno już…?

Nie jest za późno! Chociaż można

DSC_0145

poniekąd nazwać mnie matką last minute, gdyż córeczkę urodziłam tuż po swoich 38 urodzinach. Dlaczego tak?

Zawsze mówiliśmy z mężem, że chcemy mieć trójkę, ale jakoś brakowało odwagi. Po chłopcach rok po roku, podwójnym wózku, no i nie bójmy się tego powiedzieć pomocy żadnej, niełatwo było zaszaleć lub zdobyć się na odwagę, jak kto woli. A kiedy czereśnie wymarzły, plan został podarty i spalony. Bo jako matka odpowiedzialna rodzić miałam do 35 roku życia. Co mają do tego czereśnie do cholery ? A no mają …mąż jest sadownikiem… Budowa domu trwała i marzenia o własnym kącie nieco się rozwiewały. Ale ciężką pracą, wyrzeczeniami ten domek powstał. Wtedy wszyscy: „A na nowy domek przydałaby się córeczka…” Nie myślcie, że się zasugerowałam. Bynajmniej. Takie tam żarciki. Hi, hi i koniec. W końcu łobuzeria podrosła, w końcu jest dom, w końcu może wyruszymy na pierwsze wspólne dłuższe niż 4 dni wakacje. No dobra, jeśli nie latem, to chociaż zimą na ferie, do ciepłych krajów. Mąż nielot, nawet już przebąkiwał, że może jednak wsiądzie do samolotu…

A ja? byłam w paru miejscach,przed urodzinami chłopców, lecz mój Nielot zakazał używać samolotu, no i nie poleciałam, autobusem się tłukłam wszędzie do Anglii też. Przy mojej chorobie lokomocyjnej wyobraźcie sobie jak to wspominam, ale tam…

No i co? Skąd wzięła się Helenka? No nie z kapusty, wiadomo. Najpierw chyba musiałam uwierzyć. Tak bym to ujęła. Mieliśmy niezwykłą okazję spędzić dwa tygodnie z dwoma rodzinami, które spodziewały się trzeciego dziecka i nie były to osoby młodsze ode mnie. Natomiast jedna rodzinka liczyła sobie czwóreczkę. Nie mogłam się nadziwić jak można okiełznać czwórkę dzieciaków! Nie było tam ani przepychanek ani głupoty, choć rodzina zamożna. Co może mądra, czująca matka? Pełen podziw. Tego obrazka nigdy nie zapomnę. Myślę, że wrócę kiedyś do wątku tego wyjątkowego czasu, spędzonego zimą w Starym Sączu.

Dodam, że miałam jeszcze jedną okazję, by uwierzyć. Było to lato, tym razem niezwykłe wrażenie zrobiła na mnie rodzina, która konkretnie zaplanowała czwarte dzieciątko. Rozbrykana mała trójka i jeszcze jedno. Hmm, odważnie -pomyślałam. Z dużą sympatią przyglądałam się tejże rodzince i byli to piękni, szczęśliwi ludzie. Wracając z tej myślowej wycieczki… Co z Helenką?

Nie było tak: no to, do trzech razy sztuka, może trafi się dziewczynka. Wcale nie tak! Byłam zadowolona z chłopców, bez tych wszystkich spinek, serduszek, różu i skrzydełek motylich czy też anielich na jasełka. Chłopcy byli zawsze kurde pastuszkami, no nie wybili się z tej roli, ale chociaż nie było problemu ze strojem.

I stało się, lot samolotem przepadł, przynajmniej na jakiś czas. Ale idąc tym tropem „travel” w moim adresie bloga może będzie Daj Boże samospełniającą się przepowiednią. Choć lapsus, postanowiłam nie modyfikować, a nuż widelec… No ale do brzegu, do brzegu…

Było tak: planu nie było, ale pewne malutkie przyzwolenie na krótki zresztą czas. I stało się. Podczas ubiegłych Świąt Bożego Narodzenia smakowały mi tylko śledzie, trwająca jakby grypa żołądkowa po paru głębszych nie przeszła jakoś. W końcu ktoś troskliwy zawiózł mnie do apteki. Kupiłam po pierwsze krople żołądkowe, jako pierwsza w świątecznej aptecznej kolejce, a później szeptem, dosłownie szeptem, bo nawet radio nie grało w ten drugi dzień świat w aptece na dyżurze, a ludzie jakby byli dość ciekawi… „Test ciążowy proszę.” Powiem tak – krople nie przydały się. Jest Helutka. Jakież to było wydarzenie, jakie emocje! Panie z osiedlowego sklepu, żyły nowinkami o „naszej” ciąży, a zwłaszcza Pani Szefowa. Bystra bardzo, od razu stwierdziła, że tracę urodę i będzie dziewczynka. Czasami, nie powiem , że bez satysfakcji wprowadzałam ją w błąd podkreślając czerwono usta i rozpuszczając lśniące w ciąży włosy, a co! Drapała się po głowie, trochę traciła pewność, ale stała przy swoim. Długo to trwało, bo Helenka dopiero na koniec szóstego miesiąca odchyliła kolanka. A później okrzykom nie było końca: „Jest,jest !– mówiłam”-wiwatowała Szefowa, radość niczym gol Polski na Mundialu. Co to było, co się działo! Dziwię się tylko, że Pani z Biedronki powstrzymała się od komentarza. Ostatnim razem, kiedy w ciąży byłam, mając ledwie trzymiesięczne dziecko, pani doradziła, żeby jajniki podwiązać, ze współczuciem oczywiście. Tymczasem Mikołaj pospieszył się ,miał być po dwóch latach. Ale kiedy tak każdy pochylał się nad Kubusiem i pytał i jak tam się chowa? Ja na to – Super , mogłabym mieć drugie. Mówisz i masz! Więc Kochane uważajcie o czym mówicie – to się spełnia! O tym jeszcze kiedyś…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s