Babcia

     Jestem w pociągu, w drodze na ostatnie  pożegnanie z babcią. Rok 2019. Wszyscy przemijamy. Nadszedł czas by mogła odejść. Niektórym  śmierć „zbyt łatwo przychodzi”, zaś ludziom starym, schorowanym nierzadko trudno umrzeć.

     Wyobrażam sobie, że na to czekała. Pewnie już od momentu udaru. Ponad 3 lata. Niestety byłam u niej ledwie trzy razy. Odległość Zielona Góra – Warszawa, później ciąża i maleństwo… Jednego razu wsiadłam w pociąg w dniu  jej imienin – 4 grudnia, Barbary. Wróciłam jeszcze tego samego dnia. Nie lubię rozmawiać przez telefon, z resztą  o czym? O  co mogłabym zapytać? Na którym kanale jest mniej reklam? Jak się czuje przykuta do łóżka? Kolejny raz – były to Święta Bożego Narodzenia. Przyjechaliśmy cała naszą rodziną i przyszyliśmy odświętnie ubrani  do babci z Wigilią. Widząc nas zakręciła się jej łza, pewnie przez to, że ja nie potrafiłam pohamować emocji i miałam szklane oczy, widząc drobną osóbkę,  skurczoną jak orzeszek, w niczym nie przypominającą już siebie.

       Zanim zapadła na chorobę, też odwiedziłam ją spontanicznie, wpadłam sama. Próbowałam wypchnąć ją do dentysty. Wtedy jeszcze rodzina nie była skłócona. Wcześniej odwiedziliśmy babcię z chłopcami, byli jeszcze dość mali.  Rok 2015. Nie wspominam tego wyjazdu  jakoś bardzo miło, gdyż babcia bardzo krytykowała chłopców, że są płaczliwi i jęczą. Było w tym trochę prawdy, ale też takie są dzieci.

        Babcia była najczęściej niezadowolona, a może miała depresję ? Choć u ludzi starszej daty brzmi to  obco. Jeszcze kiedy mieszkałam u niej albo dojeżdżałam na zajęcia, czasami zastałam ją trochę inną, miała duże poczucie humoru, znała dużo frazeologizmów, rozwiązywała krzyżówki, była inteligentna.

        Pamiętam jej śmiech i kapcie. Pamiętam jej stopy z halukasami, nalane nogi, fioletowy płaszcz na co dzień i czerwony od święta. Ładny kolor jej naturalnych, siwych włosów. Kręciła je na wałki przed wyjściem. Malowała usta pomadką w jaskrawym czerwonym  kolorze, chyba koralowym, ale muszę to sprawdzić. Brwi czesała czarną szczoteczką. Miała niewielką  kosmetyczkę w biało- czarne cętki ze złotą obwódką na zamek. Były tam zawsze małe nożyczki i pinceta. Kiedy obierała ziemniaki jej łokcie opierały się o kolana , a wiadro stało między łydkami. Pamiętam też czasy, jak sobie „popalałyśmy”. Jak babcia  w lufciku, to ja na balkonie. Przez to, że jej tez nie wolno było palić, nic nie mówiła.

      Myślę, że swoje uczucia przekazywała nam w swojej kuchni. Lepiła doskonałe pierogi z mięsem. Kapusta z grzybami, żurek , boczek wędzony. To były smaki jej serca. Nie umiała okazywać czułości, mówić ciepłych słów, czy ściskać. Po prostu z miłością gotowała.

Jedna myśl na temat “Babcia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s