Przyjacióła

– Nie mów uhm – mówiłam ci już wczoraj, pamiętasz?

– Uhm…( no, nie znowu).

– Powiedziałaś znowu uhm, kto cię tego nauczył?! – skarży się uroczo moja dwulatka. Odkryłam przy niej, że mam niewybaczalny nawyk mówienia uhm. „No chodź, myślałam, że jeszcze porozmawiamy „- ciągnie mnie za ręce. „No chodź, będziemy się dalej przyjaźnić”- nalega, kiedy odchodzę od zabawy. Moja mała przyjacióła…

Szczególnie w tym tygodniu spędziłyśmy razem dużo czasu. Karmiłyśmy nad stawem kaczkę i jej „koleżankę”, jak określiła ją Hela. Była przekonana, że to nie przyjaciółka, tylko właśnie koleżanka.

Moja mała, rezolutna i kulturalna dziewczynka. – Proszę, to dla ciebie. – Mamusiu, mogę?- Dziękuję. Po kąpieli, kiedy przeczytamy wierszyki i książeczki, prosi: „Daj mi rączkę”. – Nie, chcę zimną (to znaczy odkrytą). I zagarnia mnie całą do siebie. Wczoraj Mikołaj ulepił z ciastoliny śmiesznego, wesołego ludzika, na to ona:

„O , jaki szczęśliwy”. Potrafi też bardzo rzeczowo i konkretnie odpowiedzieć, nie tracąc rezonu.

– Jak pani ma na imię?

– Helenka.

-A jak się pani nazywa?

– Pani Wieloch.

Dziecko radosne, energiczne, rozśpiewane z delikatną naturą, a jednocześnie konkretnym charakterem. I wreszcie zachowała się nasza dama nieobyczajnie, szukając braciszka: – Gdzie on jest? Nie chce się ze mną, gówniarz bawić!”.

Uwielbiam dwulatki i dwulatków. Dzieciaki są wtedy przeurocze. Wyglądają jak aniołki, słodziutko o coś proszą , tulą się jak kociaki i opowiadają śmiesznostki, tudzież coś im się wymsknie…

Nie można im się oprzeć!

Sobota – dzień wolny…

„W odpowiedniej temperaturze pali się wszystko. Drewno. Ubranie. Ludzie. W temperaturze dwustu pięćdziesięciu stopni zapala się cię ciało. Skóra czernieje i pęka” – i na to wchodzi mąż. Tyle ze wstępu powieści Becketta „Zapisane w kościach”, tyle się naczytałam…

Ukryłam się z kawą i nie ukrywam – mała czekoladką w sypialni, pod kołderką. I myślę sobie – ach, to nic, że sobota, że idą święta. Rozpocznę dzień od książki. Na to on – mąż, po pierwsze przerwał 3- minutową ciszę, po drugie zjadł mi czekoladkę, po trzecie sprowadził posiłki, w postaci małej Heli z piłką. Co ma robić Hela? A co ma robić piłka? Piłka, jak to piłka wleciała zaraz pod lóżko, w najciemniejsze miejsce, właśnie tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Oczywiście operacja wydobywania piłki musiała się rozpocząć. Była głośna i niepozbawiona dziecięcych emocji. Kawa rzecz jasna już wystygła, podobnie wizja błogiego poranka.

Natomiast wizja prawdziwej soboty objawiła się w pełnej odsłonie…

Przesłodka księżniczka ma pełno próśb i życzeń. Chłopcy są głodni, dom prosi o gruntowny porządek, a mąż przyszedł bo jak twierdził, chciał się przytulić. Ileż to jedno „chcenie” może za sobą pociągnąć okoliczności, jaki splot zdarzeń i efektów…

Ostatnio pasują mi dobre thrillery, ponieważ Beckett pisze bardzo literacko, to nawet jego makabryczne pomysły są do przyjęcia. Bardzo dobrze wykorzystanym czasem na książkę były „Jaskółki z Czarnobyla”. co zaś do seriali, to oczywiście skandynawskie produkcje- rewelacyjne „DNA”, wciągający serial na Netflix – „W pułapce” albo świetny polski serial na podstawie powieści Cobena „W głębi lasu” z ulubionym Grzegorzem Damięckim w roli głównej. Hmm, a może dziś uda mi się obejrzeć z nim jakąś sztukę teatralną, wszak dziś Dzień Teatru i w dniach 26-28 i zapowiada się wyjątkowy weekend w sieci www.youtubednikultury.pl.

Biorąc pod uwagę jego narrację w audiobooku „Paprocany” Pauliny Świst…. Poszperam, oderwę się, nie będę pragmatyczna…

Głównie czytam książki wartościowe pod względem literackim, duchowym, psychologicznym. Może wymagające, jednak odkrywające pokłady emocji, przemyśleń, budujące tożsamość. Za dużo myślę to wiemy, w połączeniu z tym, że za dużo robię powstaje sprzężenie zwrotne. Taka elektrownia atomowa, może w każdej chwili mieć awarię, nie mówiąc o wybuchu!

Szkoda, że czas nie jest elastyczny… Chciałabym wszystko robić wolno…ale mi nie wolno…

Pięć dziecięcych języków miłości

   Wielu rodziców, nie zdaje sobie sprawy, że dziecko ma braki emocjonalne.

Gary Chapman, Ross Cambell

Czas na powtórkę z lekcji, jak skutecznie kochać dzieci. Może i dziwne sformułowanie, ale dla mnie było sporym odkryciem. Każdy z nas ma swój indywidualny język miłości, nasze dzieci również. Są nimi- dotyk, afirmujące słowa, wartościowo spędzony czas, podarunki i służenie pomocą.

Chyba zbiorniki miłości moich starszych dzieci są puste. Pierwsze tygodnie epidemii w domu były dobrze zorganizowane, wszystko przebiegało dość gładko, ale od jakiegoś czasu, kiedy moje zmęczenie jest już duże, a moja opieka nad nimi ogranicza się do podstaw, zauważam nasilenie u nich natrętnych zachowań, wygłupów, hałasu i niechęć w spełnianiu moich próśb, czy poleceń.

Największym wrogiem zachęcania dzieci do podejmowania wysiłku jest gniew.

Chłopcy spędzają czas przede wszystkim ze sobą, ja jestem ciągle, ale jest mnie mniej niż zawsze, chociaż zawsze pracuję poza domem i w domu kończę pracę. Im bardziej są niegrzeczni, tym bardziej tracę chęci by razem coś zrobić, wygłupom i przeszkadzaniu nie ma końca. Można się zamęczyć. Co robić?

Wreszcie zapala się lampka – ich zbiorniki są po prostu puste! Żeby czegoś od nich wymagać muszę je napełnić, najlepiej ich „ojczystym” językiem miłości.

Wielu rodziców nie uświadamia sobie,że dziecko może mieć emocjonalne braki, niekiedy tak duże,że dziecko nigdy ich nie nadrobi. Jego dojrzałość emocjonalna ma wpływ na wszystko inne- na jego samoocenę, na emocjonalne poczucie bezpieczeństwa, na zdolność radzenia sobie ze stresem i zmianami, na umiejętności społeczne i zdolność do nauki.

                               Pięć dziecięcych języków miłości, Gary Chapman, RossCambell

Kolonie, obozy, kemping czy wygodne wakacje z rodzicami?

Pierwsze kolonie

images[7]

Każdy rodzic musi przejść swoją dawkę strachu. Jak to będzie? Czy przeżyje, czy dotrwa , czy wróci w jednym kawałku, czy nie zamorzy się głodem, czy inne dzieciaki go nie poszarpią.

Oczywiście są obawy i to uzasadnione, ale nie mogą wziąć góry nad życiem. Na co dzień też mamy wiele wyzwań, jednak je podejmujemy, wsiadamy do auta i nie rozmyślamy, czy coś się zdarzy.

Kiedy wysłać dziecko na kolonie?

Wydaje mi się, że ogarnięte siedmiolatki mogą już wyruszyć w samodzielny rejs bez rodziców. Dobrze by było na początek w towarzystwie bliskich kolegów, a później już z górki, jak u dentysty najważniejsza pierwsza wizyta i dobre wrażenia. Moi chłopcy zaczęli od 7 i 8 lat. Siedmiolatek przez okrągły miesiąc miał wpajane zasady bezpieczeństwa nad morzem. Instrukcje na tyle go zmęczyły, że kiedy dzień przed wyjazdem tata dołożył swój wykład, synek stwierdził: „To może ja się już nie będę kąpał i tak morze w tym roku jest brudne.” Jak powiedział, tak zrobił. I było to przegięcie z naszej strony, ale prawdziwy powód ujawnił się później. Mianowicie kąpiel trwała według niego 4 minuty i dlatego nie warto było wchodzić do wody. Jako introwertyk niewiele opowiadał o szczegółach, ale obóz przeżył. Szczególnie istotne dla niego informacje stanowiła cena wody w różnych punktach. I to fakt, niektóre obozy nie zabezpieczają wody, więc warto wyposażyć dziecko w przynajmniej jedną zgrzewkę własnej. Drugi 8 latek wyruszył na obóz piłkarski ze swojego klubu. Był bardzo zadowolony z treningów i atrakcji. I z nim już można było się dogadać.

Co w tym roku?

W tym roku chłopcy wyruszyli razem na 10 dniowy aktywny obóz w Trzebawiu. Las, jezioro i to wszystko. Ale tak naprawdę wystarczy jeśli program jest urozmaicony, a ten ma wyjątkowo ciekawy program za rozsądną cenę. Kajaki, baloniada ,bamperball, archery tag, bieg komandosa, zabawy terenowe, a nawet tuningowanie fiata 126 p. To tylko część z pomysłów. Dobrze zorganizowany czas i integracja z rówieśnikami to klucz do sukcesu, przy tym odpoczynek od namolnych rodziców i odwrotnie:)

Pole namiotowe

Pamiętam, jak nasze dzieciaki były zachwycone, kiedy kupiłam spontanicznie namiot i wyjechaliśmy na parę dni. Zatrzymaliśmy się na polu kempingowym nad morzem. Chłopcy byli zachwyceni, bo wokoło pełno dzieci. Morze plaża, owszem, ale dzieciaki się nudzą i potrzebują towarzystwa, ale nie smartfonów tylko innych dzieci. Do tego wszystkiego uczą się samodzielności, muszą o siebie zadbać i sami o wszystkim pamiętać. Nawiązują nowe kontakty, sprawdzają się w nowych sytuacjach. Myślę, że warto spróbować. Rodzice odwagi!

Wyróżnione

Ciąża – niespodzianka

Ciąża – niespodzianka

Kiedy nie spodziewasz się się dzidziusia, jest to zawsze ogromny przewrót. Trzeba uwierzyć, trzeba się oswoić lęk, przyjąć do wiadomości i się cieszyć. Podskórnie i tak chyba zawsze jest ta radość. Z resztą jest to sytuacja nieodwracalna i chyba to jest najlepsze, że nie musisz już decydować, będzie dzidziuś i czekamy.

Czytaj dalej „Ciąża – niespodzianka”