Hardcorowa pielgrzymka do Częstochowy

IMG-20200802-WA0023

Z trzech dat doskonałego ciągu, wypełniła się także ostatnia, tuż po zdanym egzaminie, mianowicie wyjazd Głogowskiej Pielgrzymki Rowerowej do Częstochowy. Zawsze chodziła mi po głowie tatka wyprawa, choć dystans 350 km w 4 dni trochę stawiał pod znakiem zapytania moje możliwości.

Mamuśka na rowerze

I oto ja, mamuśka trojga dzieci, zapisałam się na wyścig do Częstochowy. Dystans znałam, ale o tempie nikt nie wspominał i górkach także. Że w ogóle, nie jedzie się terenem płaskim. Ścieżki rowerowe, którymi jeździłam były zwykle płaskie, więc niby dlaczego miałoby się coś zmienić. Jednak Ziemia okazała się okrągła…..

Pierwszy dzień zakładał trasę 96 km, licznik wybił 101. Przyznam, że dostałam w kość. Dystans był mniejszym złem, najgorsze było sportowe tempo. W mojej grupie wyczynowców, pod górkę licznik windował do 23 km, cóż dopiero na linii prostej, kiedy to grzechem byłoby nie pocisnąć, prawda? Wyglądałam jak pulpecik przy tych wszystkich wyjeżdżonych sylwetkach moich towarzyszy. Górki, spuszczały mnie na sam dół i zostawałam w tyle, by na prostej nadrobić zaległości. Nie będę ukrywać, że byłam tam drugim najsłabszym ogniwem. Jednak ambicja nie pozwalała mi zsiąść z roweru. I nie zsiadłam mimo trudności. Mogłam przecież przejechać część z transportem, żeby odzipnąć albo minąć teren górzysty. Sama się dziwię, że dałam radę. Nie podprowadziłam roweru nawet pod samą Jasną Górę, do figury na kołach.

Małymi etapami, można dokonać wszystkiego

To zdanie podtrzymywało mnie na duchu. Postoje były bardzo częste przeważnie 10 km, czasami 18 km i powyżej. Po pierwszym dniu rajdu, wahałam się czy dam radę i gdzie tu w ogóle miejsce na refleksję, gdzie zmagam się tylko z tym, żeby doganiać swoją grupę i nie zostawać w tyle. Postanowiłam zostać i przynajmniej spróbować jak pójdzie mi drugi dzień. Zawsze chciałam przekroczyć 100 km na liczniku. Przeniosłam się też na trochę do innych grup, gdzie tempo nie było już takie zabójcze. Poduczyłam się paru technicznych rzeczy i poszło. Koledzy dopompowali opony. Okazało się nawet, że mam potencjał w nogach. Drugi dzień 108 km, mimo odległości czułam się lepiej, niż poprzedniego dnia. Kolejne dni, to już drobiazgi ponad 80 km i ponad 50.

20200729_080936.jpg

Samopoczucie

Jeśli zapytacie o zakwasy, nie było ich. Natomiast zeszły ze mnie wszystkie ciężary. Wyrównałam tempo z innymi. Przełamałam swoją barierę, oczywiście mając 10 kg mniej byłoby łatwiej pedałować. Nadszedł zdaje się czas, by zrzucić obciążenie. Zwłaszcza, że chyba się wkręciłam w taką ostrą jazdę:)

Refleksja

Znalazł się czas na podsumowanie ostatniego czasu i refleksję na przyszłość. Wydawało mi się,że nie była to klimatyczna pielgrzymka, bardziej sport, ale kiedy rzuciliśmy rowery pod figurą by złożyć modlitwę, bardzo się wzruszyłam, przyznam. Była moc.

20200801_104414_Burst02

Znaczenie

 

To my przypisujemy znaczenie słowom, rzeczom i wydarzeniom. Dla mnie znaczące są teraz trzy następujące po sobie dni. Długo na nie czekałam. Wczoraj był dzień pierwszy.

Otóż wczoraj 27 lipca – ukończyłam 40 lat, nie musiałam się specjalnie starać, żeby to zrobić. Po prostu stało się. Rozpoczęła się dla mnie nowa dekada. Za to dziś jest trudniej – właśnie dziś 28 lipca o godz. 12.15 zdaję najważniejszy egzamin zawodowy. Natomiast jutro, 29 lipca wyruszam na swoją pierwszą wyprawę rowerową 320 km. Pytanie czy dam radę?

Jak się czuję dzisiaj? Nie skłamię jak powiem, że tak, jak przed porodem. Myśli skupiają się głównie na egzaminie. Chcę już go mieć za sobą. Okres stażu był dla mnie wyczerpujący, w okresie 2 lat i 9 miesięcy, też de facto przez 9 miesięcy byłam w ciąży, później urlop macierzyński i powrót- trudy pracy przy małym dziecku, następnie pandemia i praca zdalna przy trójce dzieci i pisanie dokumentacji. Oparciem była nasza niania, za co jestem jej bardzo wdzięczna. I teraz już tylko „poród”.

Szybkie strategie zwalczania stresu

Paznokcie pomalowane, chociaż wolałabym pójść obdziabać borówki, wyżyć się i skupić uwagę na czymś innym. Teraz skupiam uwagę na tym, że po egzaminie mam kupić dwie dętki. |Jest to tak zwane odwrócenie uwagi. Zostało mi trochę czasu i zamiast borówek, zrobię chyba porządek w skarpetkach męża. Człowiek sam siebie zaskakuje w takich momentach. Nie znoszę dziabać i składać skarpet, a tu proszę…

Skąd pomysł na 320 km? Zawsze chciałam wyruszyć na pielgrzymkę rowerową. Rower wyprawowy zakupiony, skutecznie wykorzystywany przez 2 miesiące. Nie jest to zaprawa długodystansowca, ale chyba dam radę przez 4 dni. Muszę pewnie silnie odreagować ostatni bardzo intensywny okres i pobyć sama ze sobą, w innym wymiarze.

Wszystko razem się wiąże i 40 lat i egzamin i stare, nieduże marzenia. Nadszedł moment, by je realizować. Cieszę się, że daty ułożyły się w doskonały ciąg, nie przeszkadzając sobie nawzajem.

Co dziś będzie zobaczymy? Helenka zadbała, bym nie była dziś dobrze wyspana. Może to i lepiej, moje nerwy nie są tak wyostrzone. Byle mowa nie zawiodła, gdyż zamiast prezentacji porwałam się na przemówienie i montaż filmowy. Zawsze wszystkiego za dużo, zawsze trochę inaczej, czy to wada czy zaleta dziś się okaże. Najważniejsze, żeby kupić dwie zapasowe dętki!

Miło się zatrzymać…

images[3]

Jak dobrze spędzić krótką chwilę w pięknym, wytwornym, ale i bardzo urokliwym miejscu. I właściwie tuż, tuż, zupełnie nieopodal.

Jakoś zawsze było nie po drodze. Tymczasem dziś zamiast domowego obiadu – sandacz z risotto i zielonymi szparagami oraz kaczka w towarzystwie pieczonych jabłek i młodych ziemniaczków, zaledwie kilka kilometrów dalej w „Winnym Dworku”nad rzeką Obrą.

Pnące róże na tle chatynki podbitej drewnem, murowanej w części kamieniami, białej oczywiście. Dalej powozownia i druga, tym razem cała drewniana chata z okiennicami, w oknach koniecznie wiszące czerwone pelargonie, cudowna rozłożysta lipa jak u Kochanowskiego, pod nią olbrzymi stół z fotelami kawowymi. W rożnych kącikach maleńkie stoliczki i skrzyneczki na przemian z wiklinowymi białymi koszami. Wzgórze z pokaźną uprawą winorośli i taras widokowy na piękną zieloną okolicę przeciętą wstęgą rzeki Obry, odnogi wielkiej Odry. Wszystko to jako subtelny dodatek do wytwornego dworku, utrzymanego w dworskim właśnie stylu.

Piękne wnętrza, dekoracje i przepych mogły nacieszyć oko i pozwolić oderwać się od codzienności. Doskonałe wino do obiadu w spokojnym brzmieniu Sade… czegoż chcieć więcej. Chwilo trwaj lub powtarzaj się częściej …

Dzień Mamy

Chłopaki, jak to chłopaki nie zawsze mają wszystko przy sobie😄Wczoraj życzenia, a dziś dotarła jedna z laurek zostawionych w szkole. Od Kubusia. Łezka się zakręciła. Jest na niej wszystko, co lubię.

Kto ma pszczoły, ten ma miód. Kto ma dzieci, ten ma trud. Trud opłacony!😜

Ptaszka

 

Moja Ptaszka, moja Rybka, a tak naprawdę Pszczółka. stawek 019Opowiem Wam dzisiaj o mojej nowej córeczce. Skończyła 8 miesięcy i można z nią konie kraść.

Na basenie

Dzielna, mała Bobaska zachwycona wolnością na basenie zaczęła kroczyć samodzielnie w brodziku za pomocą żółtego koła ratunkowego ze specjalnymi majtami. Trochę mi było nieswojo, bo przetarła jedynie ślepia i nic nie zdołało zmącić jej zachwytu, nawet niesforni bracia, którzy chlapali wodą w najlepsze, nie pamiętając, że wiek Pszczółki liczy się dopiero w miesiącach.

Nieswojo, bo o tym, że jestem z pierwszym dzieckiem na basenie, wiedział cały basen, caałyy… Rozpacz po pierwszej kropli wody! Że w ogóle jest woda na basenie, skandal!No po co, woda jest przecież mokra…

Powtórka z basenu z Pszczółką nastąpiła jeszcze 3 maja, ale idąc dalej…

Na rowerze

Pszczółka na rowerze. Kask na głowie, krzesełko rowerowe, powiew wiatru przy temperaturze powietrza 12 stopni też nie był przeszkodą. Nie było może jakiejś euforii, ale protestu też żadnego, czyli jednak zgoda. Hurra! Zaczynamy żyć! Urodziła się i już wiedziałam, że się dogadamy. Wiedziałam to.

Jaka jest?

Niewymagająca, cichutka, subtelna, milusia i pogodna, ale jednak sprężynka, czyli jak reszta nas. Spryciulka zasuwa na raczkach jak strzała i oczywiście jest przekonana, że wejdzie już po całych schodach. Dumę czuje już na pierwszym stopniu, a reszta pewnie za chwilę. Rozkosznie mówi i macha pa-pa. Wczoraj wczesnym  rankiem podbiegły bardzo blisko, pod same nasze okna dwie sarenki, kiedy zawracały, Helenka pożegnała je sama z siebie : pa-pa.Wielkie, jak błękit nieba niebieskie ślepia. Uważne, mądre. Piękne usteczka, typowa dziewuszka, słodziak. Palce długie jak u pianistki, nie moje. W ogóle duże stopy i ręce. Już wiadomo,że przejęła geny męża i jak chłopcy będzie wysoka. Najpierw wszyscy kibicowali, żeby była dziewczynka, choć prawdę o sobie ujawniła nam Fikuśnica dopiero po komunii Kuby, w maju czyli w 6 miesiącu! Później, żeby była podobna do mamusi… Podobieństwa po raz trzeci brak, ale ja się nie obrażam.

Stop- klatka w słowach

lutykiwiecień 2019 257

Choć padam każdego dnia ze zmęczenia. Rano budzi mnie Ptaszka, jej entuzjazm, radość, wesołe gaworzenie. Przeurocze minki. Może padać deszcz, wiać, grzmieć,  tej chwili poranka nic mi nie zepsuje, choć czasami to naprawdę nierozsądna godzina na przykład 4.50. Oczywiście pstrykam zdjęcia, ale słowa oddają uczucia i myśli precyzyjniej. Nie jest to tylko stop – klatka.

Długo próbowaliśmy ją rozśmieszyć i darcie papieru ( Youtube) niestety jej nie rozbawiło. Gęba ciągle uśmiechnięta, ale tak naprawdę zaczęła rechotać dopiero 2 dni temu i rozbawił ją tatuś potrząsając głową na prawo i na lewo.